← Powrót

Światłowód na dłuższą metę nie całkiem bezproblemowy. Co zrobić z gasnącym sygnałem bada ekspert Instytutu Łączności.

Nauka Aktualności
Kiedy korzystamy z łącza światłowodowego w domu mamy wrażenie, że trudno o bardziej bezproblemowe rozwiązanie. Błyskawiczny transfer danych w obie strony z wielu urządzeń jednocześnie… co może pójść nie tak? A może… kiedy z prędkością światła przesyłamy dane na większe odległości.
Światłowód na dłuższą metę nie całkiem bezproblemowy. Co zrobić z gasnącym sygnałem bada ekspert Instytutu Łączności.

Relację z seminarium naukowego dr hab. inż. Pawła Rosy z Zakładu Centralnej Izby Pomiarów Telekomunikacyjnych i Fotoniki Instytutu Łączności trzeba opisać na dwa sposoby: dla humanistów osobno a dla ekspertów osobno. Rozwiązywanie problemów z przesyłem danych na odległość 100 czy więcej kilometrów nie są bowiem problemem nieznanym - na rynku dostępne są urządzenia wzmacniające sygnał - ale są kwestią takiego doboru parametrów pracy tych urządzeń, by osiągać  jak najlepsze rezultaty jak najniższym kosztem.  

Wyobraźmy sobie, że światłowód to bardzo długa, cienka szklana nitka, przez którą przesyłamy informację w postaci błysków światła - tak jak alfabet Morse'a, tylko miliardy razy szybciej. Cała trudność polega na tym, żeby te błyski dotarły na drugi koniec - czasem po kilku tysiącach kilometrów - wystarczająco czytelne, by dało się je odczytać. Brzmi prosto, ale po drodze czai się kilka kłopotów, i to one są tematem tego seminarium. 

Światło słabnie. Jak strumień latarki, który im dalej, tym bledszy, sygnał świetlny w światłowodzie stopniowo gaśnie. Trzeba je więc po drodze wzmacniać. I tu pojawia się pierwszy wybór. Można to robić punktowo - co pewien odcinek stoi „wzmacniacz", który podbija przygasłe światło, podobnie jak na sztafecie biegacz przekazuje pałeczkę. Można też wzmacniać sygnał odrobinę przez cały czas, na całej długości nitki, tak żeby nigdy zanadto nie przygasł. Ta druga metoda - nazywana wzmacnianiem rozproszonym - jest sercem badań prof. Pawła Rosy. Autor posługuje się jej szczególną odmianą, tak zwanym efektem Ramana: do światłowodu wpuszcza się dodatkową, mocną wiązkę światła („pompę"), która po drodze oddaje swoją energię naszemu sygnałowi i w ten sposób podtrzymuje go przy życiu.

wykres

Każde wzmocnienie dokłada „szum". Ilekroć jednak podbijamy sygnał, razem z nim wzmacnia się też przypadkowe tło - coś jak ziarno na starym zdjęciu albo szum w tle nagrania. Im dłuższa trasa i im więcej wzmocnień, tym tego ziarna więcej, aż w końcu zaczyna zagłuszać samą informację. Inżynierowie mówią tu o stosunku sygnału do szumu - czyli po prostu o tym, jak czysty jest obraz w stosunku do ziarna. Wielka zaleta wzmacniania rozproszonego polega na tym, że dokłada mniej tego ziarna niż metoda punktowa. 

Najciekawszy paradoks. Okazuje się, że pompę można wpuszczać „od tyłu" (pod prąd sygnału) albo „od przodu" (równolegle z nim). Pompowanie od przodu poprawia czystość obrazu - ale ma ukrytą wadę. Pompa nie świeci idealnie równo; lekko migocze. I to migotanie odciska się na naszym sygnale, jak gdybyśmy próbowali czytać książkę przy lampie, która mruga. To zjawisko prelegent nazywa skrótem RIN (przeniesienie migotania natężenia światła) i to jest właściwie główny bohater całego wystąpienia. Stąd zaskakujący wynik: konfiguracja, która „na papierze" daje najczystszy obraz, w prawdziwym eksperymencie wypada najgorzej - bo gubi ją właśnie to mruganie. Cała sztuka, którą rozwija prelegent, polega na takim ustawieniu układu (architektura „random DFB"), żeby korzystać z pompowania od przodu, a jednocześnie nie wpuścić migotania do sygnału. 

Za dużo mocy też szkodzi. Mogłoby się wydawać: skoro światło słabnie, dajmy go po prostu więcej. Problem w tym, że przy dużej mocy samo szkło zaczyna „zniekształcać" światło i sąsiednie kanały zaczynają sobie nawzajem przeszkadzać - trochę jak rozmowy przy zbyt głośnej imprezie, gdzie wszyscy się przekrzykują. Istnieje sprytna sztuczka, żeby te zniekształcenia odwrócić: mniej więcej w połowie trasy „odbija się" sygnał w lustrzanym odbiciu, tak żeby zniekształcenia z pierwszej połowy skasowały się w drugiej. Żeby to zadziałało, trasa musi być symetryczna - i o tę symetrię prelegent bardzo zabiega. 

Po co to wszystko, czyli cel komercyjny. Operatorzy chcą przesyłać sygnał jak najdalej, bez stawiania po drodze drogich stacji, które odczytują i nadają wszystko od nowa (tak działają wzmacniacze, czyli „regeneratory" sygnału). Każda taka stacja to koszt, prąd i kolejny element, który może się zepsuć. Dlatego sukcesem jest pokazanie, że dobrze zaprojektowane wzmacnianie rozproszone pozwala dociągnąć sygnał bez wzmacniaczy nawet na 360 km. Innym wyzwaniem jest przesyłanie wielu „kolorów" światła naraz, bo każdy kolor to osobny kanał, czyli więcej danych w tej samej nitce; trzeba więc, by wzmocnienie traktowało wszystkie kolory równo. 

Cel komercyjny nie jest jednak aż tak blisko: metoda losowo rozłożonego wzmacniania laserowego Ramana (Random Distributed Raman Laser Amplifier) potrzebuje sporo energii na pompy świetlne. Popularny wzmacniacz światłowodowy domieszkowany erbem, ten najpopularniejszy w sieciach zadowala się do wzmocnienia sygnału energią o wartości zaledwie 15 miliwatów - i to jest jej realna słabość, którą wykład uczciwie przyznaje. 

Gdyby wszystko streścić jednym zdaniem: nie da się jednocześnie mieć najczystszego obrazu, najdłuższego zasięgu, najmniejszych zniekształceń i najtańszego układu - można tylko mądrze wyważyć te sprzeczne cele, a prof. Paweł Rosa twierdzi, że jego architektura robi to najlepiej w warunkach zbliżonych do rzeczywistych, a nie tylko w idealnym modelu komputerowym. 

Wyjaśnienia dla wtajemniczonych wyglądają tymczasem tak (opracowane z pomocą SI): 

W praktyce telekomunikacyjnej operator/projektant systemu mierzy się z kilkoma fundamentalnymi ograniczeniami, które wzajemnie się ze sobą wykluczają (poprawa jednego pogarsza inne): 

  1. Tłumienie i zasięg. Standardowy światłowód SMF tłumi sygnał ~0,2 dB/km w paśmie C, czyli ~20 dB na 100 km. To wymusza wzmacnianie, a w łączach dalekiego zasięgu - także regenerację. Regeneratory są kosztowne i awaryjne, więc dąży się do transmisji bez nich (unrepeated / regeneration-free), zwłaszcza w łączach podmorskich. 
  2. Szum i OSNR. Każdy wzmacniacz dokłada szum (ASE), a OSNR kumuluje się wzdłuż łącza i ostatecznie limituje osiągalną przepływność dla danej modulacji i narzutu FEC. To jest „twardy sufit" zasięgu. 
  3. Nieliniowości światłowodu (efekt Kerra: SPM, XPM, FWM). Zależą od mocy - żeby poprawić OSNR, podnosi się moc, ale wtedy rosną kary nieliniowe. Stąd nieliniowy limit Shannona i potrzeba technik kompensacji (np. OPC - optyczna koniugacja fazy, DBP). 
  4. Dyspersja (chromatyczna i PMD). Rozmywa impulsy; dziś w dużej mierze kompensowana cyfrowo w odbiornikach koherentnych, ale wciąż kształtuje budżet łącza. 
  5. Pojemność i wielokanałowość (DWDM). Rosnący popyt na przepustowość wymusza upakowanie wielu kanałów i szerokie, płaskie pasmo wzmocnienia (gain flatness) oraz radzenie sobie z interakcją kanał–kanał (np. wypłaszczanie po transferze mocy Ramana między gęsto upakowanymi kanałami). 
  6. Efektywność energetyczna i koszt. Pobór mocy pomp, koszt na bit, OPEX - istotny przy skalowaniu sieci. 
  7. Powtarzalność „symulacja vs rzeczywistość". Konfiguracja optymalna w modelu idealnym potrafi zawieść w realnym systemie, jeśli model pomija efekty drugiego rzędu. 

Seminarium dr. hab. inż. Pawła Rosy odpowiedziało na większość z tych wyzwań. 

Tłumienie/zasięg: rozproszone wzmocnienie utrzymuje moc równomiernie na całej długości i eliminuje głęboki dołek mocy (te „20 dB przy 100 km"). Pokazane wyniki: transmisja bez regeneratorów (64-QAM na 240 km, 16-QAM na 364 km) oraz łańcuch ~8000 km (dystans transatlantycki) na random DFB. 

  • OSNR: Wielokrotnie omawiane jako bezpośredni zysk z rozproszenia wzmocnienia. 

  • Szum RIN: jest najmocniej rozwiniętym wątkiem: pompowanie przednie (forward pumping) poprawia OSNR, ale transfer RIN degraduje realną transmisję. Spektakularny przykład: konfiguracja R2 ma najlepszy OSNR (przewaga 5–6 dB), a w eksperymencie wypada najgorzej; różnica Q-factor sięga ~5 dB. To dokładnie ilustruje rozjazd „symulacja vs rzeczywistość". 

  • Nieliniowości:  symetria/asymetria profilu mocy w spanie jako warunek skutecznej kompensacji nieliniowości; osiągnięta asymetria ~2–3%, co jest wyjątkowo dobrym wynikiem. 

  • DWDM, szerokie pasmo, płaskość wzmocnienia: ~40 THz pasma Ramana, „gameplatness", pump-to-pump / pump-to-signal depletion przy setkach kanałów, rozszerzanie widma przez dobór siatki Bragga (zysk ~15 nm), transmisja w oknach C i L. 

  • Efektywność energetyczna: Raman potrzebuje watów na pompę wobec ~15 mW w EDFA — wyraźnie wskazana „przepaść". 

  • Narzut FEC / modulacja: Hard-FEC ~7% overhead vs soft-FEC ~23%, wybór długości spanu (50/60/70/100 km) zależnie od złożoności modulacji.  

wykres

← Powrót do aktualności