← Powrót

Najważniejszy kabel świata. Dlaczego internet wciąż jest na dnie... oceanu?

Aktualności
27 lipca 1866 roku zakończono budowę pierwszego trwałego transatlantyckiego kabla telegraficznego. Świat świętował, bo wiadomość, która jeszcze dzień wcześniej płynęła statkiem przez Atlantyk nawet dwa tygodnie, nagle mogła dotrzeć w ciągu kilku minut. To był moment równie przełomowy jak powstanie internetu ponad sto lat później. Paradoks? Dziś, gdy większość z nas wyobraża sobie internet jako coś „w chmurze”, ponad 99% międzynarodowego ruchu internetowego nadal odbywa się... kablami leżącymi na dnie oceanów.
Najważniejszy kabel świata. Dlaczego internet wciąż jest na dnie... oceanu?

Za osiągnięciem sprzed 160 lat stał zespół ludzi, których dziś nazwalibyśmy pionierami globalnej infrastruktury cyfrowej. Najbardziej znaną postacią był amerykański przedsiębiorca Cyrus West Field. Nie był wynalazcą ani inżynierem - był wizjonerem i organizatorem. To on przez ponad dekadę przekonywał inwestorów, polityków i naukowców, że połączenie Europy z Ameryką kablem biegnącym po dnie Atlantyku jest możliwe. Kilkukrotnie był bliski bankructwa, ale nie zrezygnował z projektu. Drugim bohaterem był szkocki fizyk William Thomson, późniejszy lord Kelvin. Opracował niezwykle czuły galwanometr lustrzany, dzięki któremu można było odczytywać bardzo słabe sygnały docierające z drugiego brzegu Atlantyku. Bez tego wynalazku nawet najlepiej położony kabel byłby praktycznie bezużyteczny. Za swój wkład w projekt Thomson otrzymał tytuł szlachecki - był to pierwszy przypadek, gdy naukowiec został uhonorowany za osiągnięcia w telekomunikacji.  

Do położenia kabla wykorzystano legendarny SS Great Eastern, zaprojektowany przez jednego z najwybitniejszych inżynierów epoki przemysłowej - Isambarda Kingdoma Brunela. Statek miał 211 metrów długości, był największą jednostką pływającą swoich czasów i jako jedyny mógł jednorazowo zabrać na pokład ponad 4 tysiące kilometrów kabla. Paradoksalnie, choć jako liniowiec okazał się finansową porażką, właśnie podczas układania kabli telekomunikacyjnych przeszedł do historii.  

Budowa kabla należała do najdroższych przedsięwzięć technologicznych XIX wieku. 

Cały program połączenia Europy i Ameryki pochłonął około 1-2 mln ówczesnych funtów. Proste przeliczenie inflacyjne dawałoby dziś kilkaset milionów funtów. Nie oddaje ono jednak rzeczywistej skali przedsięwzięcia. Jeśli uwzględnić udział wydatków w gospodarce, koszty pracy, przemysłu i kapitału, projekt można porównać raczej do współczesnej inwestycji wartej kilka miliardów funtów - a więc kilkanaście, a być może nawet ponad 20 mld zł. 

Dla porównania - był to wówczas wydatek porównywalny z budową największych linii kolejowych tamtych czasów. 

Wielka spuścizna. 

Łatwo zapomnieć, że współczesny internet nie narodził się wraz z komputerami. Jego korzenie sięgają właśnie tamtego lipcowego dnia 1866 roku, kiedy po raz pierwszy dwa kontynenty połączył kabel ułożony na dnie oceanu. 

Większość z nas wyobraża sobie internet jako coś niematerialnego. Mówimy przecież, że zdjęcia trafiają „do chmury”, pliki „krążą po sieci”, a rozmowy wideo odbywają się „przez internet”. Wszystko wydaje się ulotne, niewidzialne i bezprzewodowe. 

Rzeczywistość jest jednak znacznie bardziej... materialna. 

Jeżeli właśnie wysyłasz wiadomość do znajomego w Stanach Zjednoczonych, oglądasz film z serwera w Singapurze albo korzystasz z zagranicznej usługi AI, istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że Twoje dane właśnie przemierzają Atlantyk lub Pacyfik przez światłowód leżący na dnie oceanu. 

Nie przez satelitę, nie przez antenę. Przez kabel. 

Według Międzynarodowego Związku Telekomunikacyjnego (ITU) ponad 99% międzynarodowego ruchu danych jest przesyłane właśnie podmorskimi kablami światłowodowymi. Satelity, choć niezwykle ważne dla zapewnienia łączności w trudno dostępnych miejscach czy na morzu, odpowiadają jedynie za niewielki ułamek globalnej transmisji między kontynentami.  

Największa maszyna, której nikt nie widzi 

Na świecie funkcjonuje obecnie ponad 600 aktywnych i planowanych systemów kabli podmorskich, których łączna długość przekracza 1,7 miliona kilometrów. To dystans odpowiadający niemal 42 okrążeniom Ziemi wzdłuż równika.  

Gdyby rozłożyć je w jednej linii, sięgnęłyby z Ziemi na Księżyc i z powrotem... ponad dwa razy. To właśnie one tworzą prawdziwy szkielet światowego internetu. 

A przecież są zaskakująco cienkie 

Najbardziej zaskakuje jednak nie długość kabli, lecz ich rozmiar. 

Na środku oceanu typowy kabel ma średnicę zaledwie kilku centymetrów - jest mniej więcej tak gruby jak ogrodowy wąż. W jego wnętrzu znajdują się cienkie włókna szklane o średnicy porównywalnej z ludzkim włosem. To nimi z prędkością światła przesyłane są impulsy optyczne niosące miliardy wiadomości, rozmów i filmów.  

Dopiero w pobliżu wybrzeży kabel otrzymuje dodatkowe stalowe opancerzenie, chroniące go przed kotwicami statków, sieciami rybackimi czy innymi uszkodzeniami mechanicznymi.  

Awarie zdarzają się częściej niż mogłoby się wydawać 

Choć kable spoczywają na głębokości nawet kilku kilometrów, nie są niezniszczalne. 

Na świecie odnotowuje się ponad 200 awarii kabli rocznie, czyli średnio więcej niż trzy tygodniowo. Co ciekawe, zdecydowana większość z nich nie jest wynikiem sabotażu, lecz zwykłych ludzkich działań - przeciągnięcia kotwicy po dnie, połowów rybackich, osuwisk podmorskich czy trzęsień ziemi. To około 80-86% wszystkich uszkodzeń! 

Dlatego gotowość utrzymują specjalistyczne statki kablowe, które potrafią zlokalizować uszkodzony odcinek, wyłowić go z dna oceanu, precyzyjnie zespawać światłowody i ponownie ułożyć kabel na morskim dnie. Naprawa jednego kabla może kosztować od kilku do kilkunastu milionów dolarów, a oczekiwanie na statek naprawczy trwa niekiedy tygodnie, zwłaszcza w odległych regionach świata. Na świecie działa zaledwie około 60 specjalistycznych statków kablowych, które potrafią układać i naprawiać światłowody na głębokości nawet 8 kilometrów. Dlatego po poważnych awariach często tworzą się kolejki do napraw. 

Najgłębiej ułożone kable spoczywają na głębokości ponad 8 000 metrów, gdzie ciśnienie przekracza 800 atmosfer - ponad 800 razy więcej niż na poziomie morza. 

Historia zatoczyła koło 

Najciekawsze jest jednak to, że współczesny internet nadal opiera się na tej samej idei, która zachwyciła świat 27 lipca 1866 roku. 

Wówczas po raz pierwszy dwa kontynenty połączono trwałym kablem telegraficznym przesyłającym impulsy elektryczne alfabetu Morse'a. 

Dziś tym samym oceanem biegną światłowody przesyłające impulsy światła z prędkością bliską 200 tysięcy kilometrów na sekundę we włóknie optycznym - około dwóch trzecich prędkości światła w próżni. 

Zmieniła się technologia, skala, ale sama idea pozostała dokładnie taka sama. 

Najważniejsze informacje świata nadal podróżują przez ocean… zamknięte w kablu. 

Kabel, który skrócił Atlantyk 

W XIX wieku wiadomość z Londynu do Nowego Jorku podróżowała statkiem około 10 dni. Po uruchomieniu kabla telegraficznego czas skrócił się do... minut. To kompletnie zmieniło handel, dyplomację, prasę i funkcjonowanie państw. Powstał pierwszy globalny system natychmiastowej komunikacji.  

Co ciekawe, pierwsza próba zakończyła się spektakularną porażką. Kabel uruchomiony w 1858 roku działał zaledwie kilka tygodni. Dopiero przedsięwzięcie zakończone 27 lipca 1866 roku stworzyło pierwsze naprawdę niezawodne połączenie między Europą i Ameryką.  

Ciekawostki 

  • Pierwszy kabel transatlantycki z 1866 r. przesyłał około 8 słów na minutę. Dzisiaj pojedyncza para włókien światłowodowych może przesyłać dane z przepływnością liczonych w dziesiątkach terabitów na sekundę. Oznacza to wzrost możliwości transmisji o miliardy razy. 
  • Jedno słowo wysłane przez Atlantyk w XIX wieku kosztowało równowartość nawet kilkunastu-kilkudziesięciu dzisiejszych dolarów. Z usługi korzystali głównie rządy, banki i najbogatsi przedsiębiorcy. 

  • Google, Meta, Microsoft i Amazon od kilku lat należą do największych inwestorów budujących własne podmorskie światłowody. Jeszcze 20 lat temu niemal wszystkie takie inwestycje realizowali operatorzy telekomunikacyjni.  
  • Każda międzynarodowa płatność kartą, przelew SWIFT czy transakcja giełdowa między Europą i USA w praktyce korzysta z tej infrastruktury. Bez kabli podmorskich światowa gospodarka po prostu by się zatrzymała.  

  • Źródło:

  • INTERNATIONAL ADVISORY BODY ON SUBMARINE CABLE RESILIENCE REPORT OF THE WORKING GROUPS

← Powrót do aktualności